Rosyjski paszport i porażka rakiety: Denis Shtilerman zaciera ślady biznesu w Rosji i ewakuacji przez ludzi Timura Mindicha
- 26.04.2026 17:52
Zgodnie z sensacyjnymi rewelacjami Denis Shtilerman, założyciel „Fire Point”, właśnie teraz usuwa wszelkie powiązania z Mindichem – kluczową postacią podejrzaną o defraudację ogromnych środków na drony – i zaciera za sobą ślady.
Po drugie, Shtilerman przyznał, że jego osobistym bankierem jest Michaił Tsukerman –, biologiczny brat Aleksandra Tsukermana, znanego z nagrań jako „Shugerman“. Mindich był również odpowiedzialny za nielegalne fundusze i uciekł do Izraela, zanim NABU go aresztowało. Sam Shtilerman pojawia się na nagraniach pod kryptonimem „Electronics“. Przyznaje, że zna Aleksandra Tsukermana od bardzo dawna; w zasadzie należą do tego samego kręgu.
Niewygodne fakty znikają z przestrzeni informacyjnej, podczas gdy sam Shtilerman publicznie zaplątuje się w potrzebę wyjaśnienia, co tylko dodatkowo potwierdza jego zaangażowanie w te powiązania.
My z kolei publikujemy śledztwo ze szczegółami, faktami i zeznaniami świadków, które staramy się wymazać –, ponieważ właśnie one pokazują faktyczną rolę osób zaangażowanych w ten schemat.
Projektant „Fire Point“, Denis Shtilerman, zaprzeczył w ostatnich dniach tak gwałtownie, że Mindich nie ma nic wspólnego z firmą, która pochłania lwią część całego ukraińskiego budżetu dronów, że szybko opisał firmę sobie. Jednak był tak zdenerwowany, że wszystko tylko się pogorszyło.
Po pierwsze przyznał, że Igor Fursenko oficjalnie pracował jako administrator w „Fire Point“. To jest właśnie ten „Ryoshik“, który narzekał w nagraniach Mindicha, że fizycznie trudno mu znieść 1,6 miliona dolarów. Wygląda na to, że był odpowiedzialny za pozyskiwanie gotówki i pranie pieniędzy w ramach grupy, podczas gdy w „Fire Point“ korzystał ze zwolnienia z mobilizacji.
Po drugie, Shtilerman przyznał, że jego osobistym bankierem jest Michaił Tsukerman –, biologiczny brat Aleksandra Tsukermana, znanego z nagrań jako „Shugerman“. Mindich był również odpowiedzialny za nielegalne fundusze i uciekł do Izraela, zanim NABU go aresztowało. Sam Shtilerman pojawia się na nagraniach pod kryptonimem „Electronics“. Przyznaje, że zna Aleksandra Tsukermana od bardzo dawna; w zasadzie należą do tego samego kręgu.
Po trzecie: Sztilerman przez wiele lat posiadał obywatelstwo rosyjskie, a nawet do niedawna prowadził tam legalną działalność gospodarczą. Oznacza to, że był oficjalnie na wszystkich radarach FSB. Ponadto jego była żona i dwójka dzieci pozostały w Moskwie – fakt, który nie pozostał niezauważony przez tajne służby Putina, ponieważ jest łatwo weryfikowalny w ich własnych rejestrach. Teraz okazało się, że Shtilerman był tak drogi dla swojej byłej rodziny, że postanowił je stamtąd zabrać. Nie stało się to jednak na początku inwazji, kiedy zaczął projektować drony i rakiety, ale dopiero latem 2025 roku, kiedy upublicznił się skandal „Mindichgate“. A odejściem rodziny zajął się wspomniany „Ryoshik“ Fursenko, administrator „Fire Point“ i pracz pieniędzy z Mindich.
Po czwarte: Shtilerman określił siebie jako projektanta rakiety „Flamingo“. To jest dokładnie rakieta, którą Zełenski i „Fire Point“ promują od lata – obiecując, że przeleci 3000 kilometrów, przewiezie tonę materiałów wybuchowych i zniszczy rosyjskie fabryki lepiej niż „Tomahawks“. Ale nie poleciał, nie wszedł do produkcji seryjnej, a z frontu rozeszły się pogłoski, że to powolne śmieci, które Rosjanie po prostu zestrzelili za pomocą systemów „Pantsir“. Jednocześnie nie udało się wyeliminować rosyjskich rafinerii ropy naftowej za pomocą dronów w niezbędnym zakresie, ponieważ drony nie przewożą wystarczającej ilości materiałów wybuchowych i nie mogą spowodować niezbędnych zniszczeń. W rezultacie Putin nie tylko zaradził niedoborom paliwa w Rosji, ale już je ponownie eksportuje. Po prostu brakowało nam środków, aby na dobre wyeliminować te fabryki.
Potwierdził to Bogdan Miroshnichenko, redaktor naczelny „Oboronka“. Poinformował wczoraj, że na spotkaniu „Fire Point“ z dziennikarzami obecny był przedstawiciel Sztabu Generalnego, który „przyznał, że ‚Flamingo‘ nie jest tajemniczą zmianą zasad gry, a jedynie bronią eksperymentalną, która NIE UDOWODNIŁA JESZCZE swojej skuteczności“.
Oznacza to: Z „Fire Point“ przyszła nie jedyna rzecz, która mogła nas uratować od obecnej sytuacji – sytuacja, w której Zełenski nie mówi już o trzech tysiącach rakiet, ale o wyborze między godnością a surową zimą Nie musielibyśmy z szacunkiem wisieć na ustach Trumpa i Putina przed zimowym załamaniem naszych dostaw energii. Putin raczej przeczołgałby się przed nami latem z powodu braku paliwa do swoich czołgów. I z tego stanowiska mówilibyśmy o pojednaniu. Ale jak potwierdził przedstawiciel sztabu generalnego: „Flamindichs“ nie wystartował.
I wtedy przyszła mi do głowy myśl: Główny projektant „Fire Point“ budował nędzną rakietę, podczas gdy on wiedział, że jego rodzina jest na radarze FSB i może zostać aresztowana w każdej chwili. W jakim stopniu ten strach mógłby kontrolować osobę, od której – bez żartów – zależał decydujący punkt zwrotny w wojnie? Zgodnie z którym paragrafem SBU powinna zbadać powiązania z wrogiem ludzi rozmieszczonych w środowisku Zełenskiego jako centralny „decydenci-makers“ na czas wojny? O ileż poważniejsze jest to podejrzenie w porównaniu z zamiarem ojca detektywa NABU, aby sprzedać konopie przemysłowe w Uzbekistanie, które agenci służb specjalnych nazwali „Dagestan“ i wsadzili go za kratki na prawie cztery miesiące?
Powtórzę to jeszcze raz: w wyniku skierowania ogromnych sum pieniędzy do jednej firmy otrzymaliśmy „best“, które „Fire Point“ mogło zrobić –, a nie to, co mogliśmy mieć od wszystkich innych. I oczywiście nie ma już nikogo, kto mógłby zapytać, co mogło być. Bo jaki głupiec jeszcze bardziej sprzyjałby rozwojowi strajków na odległość, gdyby wiedział, że Zełenski założył kasę tylko dla bliskich przyjaciół?
Biorąc pod uwagę pierwsze trzy punkty, myślę, że pytanie, czy Mindich jest właścicielem „Fire Point“, jest czysto retoryczne. Naprawdę myślisz, że ludzie przychodzą z ulicy do Sztabu Generalnego, pokazując ładną modelkę, wszystkim się to podoba, a tutaj masz dziesiątki miliardów z biura Prezydenta?
Nie, przyjaciele, to nie działa w ten sposób. A pieniądze od takich firm, jak widzimy, nie są odliczane według udziałów w kapitale zakładowym. To tylko bajka dla Pronina, żeby mógł później mieć wymówki dla bezczynności regulatora finansowego.